Recenzje Filmów, Strona Główna

Tak daleko, tak blisko – recenzja filmu „Bliskość” (2017)

Debiutancki obraz Kantemira Balagova przenosi nas w głąb północnego Kaukazu, gdzie kocioł pełen licznych grup etnicznych i zawiłości politycznych cały czas bulgocze.

Pomimo kojarzącej się z otwartymi przestrzeniami lokalizacji, twórcy zamknęli swoich bohaterów w klaustrofobicznych, ciemnych ulicach zapomnianego przez świat miasteczka. W pierwszych scenach filmu główna bohaterka, chłopczyca Ilana (Darya Zhovner), kadrowana jest w planie amerykańskim i półzbliżeniach, który to zabieg podkreśla jej wolność oraz wewnętrzny spokój. W przestrzeni warsztatu samochodowego, prowadzonego razem z ojcem, czuje się jak ryba w wodzie. Wraz z rozwojem filmu twórcy stosują jednak coraz węższe kadry, wskazując metaforycznie na stopniowe ograniczanie się swobody bohaterki. Ilana dusi się w małym miasteczku, w swojej rodzinie, w sztywnych zasadach religii żydowskiej.  Dziewczyna z niesłabnąca energią próbuje jednak rozsadzić ramy, w które cały czas jest wpychana: na siłę feminizowana przez matkę, wciskana w sukienkę, usadzana przy stole, pomijana.

Jej frustracja narasta, kiedy wydarzenia, przewrotnie rozpoczynające się od rodzinnej uroczystości zaślubin brata, przybierają dramatyczny obrót. Wraz z przyszłą żoną zostają porwani. Ich rodziny, zmuszone do zapłacenia okupu, stają się bezbronne, co bezwzględnie wykorzystują członkowie społeczności żydowskiej. Osobistą ofiarę musi ponieść Ilana, tym razem na siłę wpychana w niechciany związek małżeński z człowiekiem, którego nie kocha. Bliskość, nawet ta pozorna, jest niewygodna; zmusza do bycia zależnym. Wydawać by się mogło, że w trudnych czasach i w niesprzyjającym otoczeniu jedynym ratunkiem jest bycie częścią grupy. Przynależność, która powinna dawać uczucie komfortu i ulgi, okazuje się być jednak iluzoryczna.

Trafniejszym z kontekstualnego punktu widzenia tłumaczeniem tytułu byłaby ciasnota. Format 4:3 zmusza bohaterów do wpasowania się w wąskie kadry, wzmagając dyskomfort towarzyszący odbiorowi filmu. Ciasne pomieszczenia i zbliżenia na twarze bohaterów intensyfikują przeżywane emocje oraz sprawiają, że czujemy się współuczestnikami dramatycznych wydarzeń.

W połowie filmu bohaterowie oglądają oryginalne nagranie z kasety VHS, które jest zapisem antysemickiej agresji islamskich bojowników. Chociaż akcja filmu opowiada o wydarzeniach rozgrywających się dwadzieścia lat wstecz, skojarzenie z nagraniami egzekucji przeprowadzanych przez tak zwane państwo islamskie, jest nieuniknione i bardzo niepokojące. Film udowadnia, że pewne tematy stale będą nam bliskie.

Autorstwo: Joanna Zielińska

Reklamy
Relacje z Wydarzeń, Strona Główna

Niech żyje Łódź Filmowa!

W 2017 roku Łódzki Fundusz Filmowy obchodzi 10-lecie swojego istnienia. Z tej okazji w Sali Polonia (Kino Helios) odbyło się podsumowujące dotychczasowe jego osiągnięcia spotkanie, które stanowiło zapowiedź przedpremierowego pokazu filmu Pomiędzy słowami Urszuli Antoniak. Gościem wydarzenia był Jakub Gierszał – odtwórca głównej roli.

Pierwsza część spotkania skupiona była wokół pracy Łódzkiego Funduszu Filmowego oraz zakulisowej strony powstawania filmów. Monika Głowacka zarysowała widzom historię działalności, w ramach której od 2007 roku sfinansowano 69 produkcji filmowych (filmy fabularne, dokumentalne, animacje) na łączną kwotę 8 000 000 złotych. W ten sposób zostały wsparte produkcje, takie jak: Ida (P. Pawlikowski), W ciemności (A. Holland), Powidoki (A. Wajda), Miasto 44 (J. Komasa) czy Kontrapunkt (A. Papuziński). Fundusz opiera swoje funkcjonowanie na zasadzie polegającej na tym, że pieniądze zdobyte dzięki jednej produkcji stają się bazą pod realizację kolejnego projektu. Monika Głowacka powiedziała: Najbardziej fascynuje nas to, że nigdy nie wiemy jaki będzie efekt końcowy

W dalszej części rozmowy goście opowiedzieli o typowym dniu na planie zdjęciowym. Dzięki temu publiczność mogła dowiedzieć się, że dzień taki wypełnia w dużej mierze czas oczekiwania na rozpoczęcie nagrywania danej sceny. Widzowie poznali również sposoby filmowców na radzenie sobie z niesforną pogodą. Rozmowę uzupełniły dwa reportaże dotyczące Idy i Miasta 44. Padły w nich ważne słowa na temat Łodzi. Łukasz Żal (operator filmowy) powiedział: – To miasto filmowe, a następnie Marek Warszewski (scenograf)  dodał: – Łódź trzeba cenić. To miasto o największych możliwościach dla kręcenia scen filmów historycznych.

Druga część spotkania skupiona była na rozmowie z gościem festiwalu – Jakubem Gierszałem, który na pytanie o to, kim się czuje, odpowiedział: Utożsamiam się
z Polską
. Rozmowa zeszła następnie na temat pokazywanego przedpremierowo Pomiędzy słowami. Widzowie poznali genezę powstania filmu oraz historie towarzyszące realizacji jego zdjęć. Chociaż akcja dzieła toczy się głównie w Berlinie, to niektóre zawarte w nim sceny nakręcono w Polsce. W ujęciach nikt nie jest w stanie odróżnić Łodzi od Berlina. – komentuje ten fakt Gierszał. W dalszej części rozmowy pytano aktora o potencjał filmowy miasta. Odtwórca głównej roli z uśmiechem na twarzy opowiedział o swoim stosunku do niego: Łódź łączy mnie ze szkołą filmową.  W czasie pierwszych egzaminów wstępnych poczułem więź z tym miastem. Gdy przyjęli mnie w Krakowie, to miałem dylemat co zrobić dalej… Po tym wyznaniu wszyscy widzowie zostali zaproszeni na przedpremierowy seans, a aktor został pożegnany brawami.

Autorstwo: Patrycja Fiłka

Recenzje Filmów, Strona Główna

Recenzja filmu „Lato 1993” Carli Simón

Lato i dzieciństwo budzą w człowieku najbardziej sentymentalne wspomnienia, tęsknotę za długimi dniami, kiedy gorące promienie słońca pieściły odsłonięte ciało, a jedynym problemem była konieczność powrotu do domu. Do takich emocji, zwłaszcza w warstwie wizualnej, odwołuje się Carla Simón w swoim debiucie Lato 1993.

Reżyserka przywołuje na ekranie obrazy sennej, wręcz idyllicznej, katalońskiej prowincji, która mogłaby być prawdziwym rajem dla niejednego dziecka. Nie jest to jednak kolejny film o beztrosce dzieciństwa. Sześcioletnia Frida (w tej roli charyzmatyczna Laia Artigas) straciła oboje rodziców. W związku z tym przenosi się z Barcelony do rodziny swego wuja (David Verdaguer), który staje się jej prawnym opiekunem. Cała sytuacja nie jest łatwa, ani dla dziewczynki, ani dla jej bliskich.

Simón snuje swoją opowieść z perspektywy Fridy. Nie oznacza to, że świat przedstawiony został przefiltrowany przez jej spojrzenie. Kamera jest tu bardziej towarzyszem, obiektywnym rejestratorem kolejnych zdarzeń, które przytrafiają się dziewczynce. Skupiając się na emocjach Fridy, oko tego mechanicznego obserwatora pozostaje jednak okiem współczującym. Lato 1993 przedstawia sposób, w jaki bohaterka przepracowuje bolesną stratę, a także w jaki stara odnaleźć się w całkowicie nowym otoczeniu. Reżyserka nie zapomina jednocześnie o pozostałych postaciach zmagających się z nieco innymi rozterkami: jak zadbać o osieroconą dziewczynkę, która jest być może ciężko chora? Gdzie postawić granicę – jakie zachowania będą dopuszczalne, a jakie będą zagrażać stabilności ich świata? Dzięki zaangażowaniu udaje się tym problemom sprostać, a historia urywa się w przededniu nowego roku szkolnego, kiedy bohaterowie stają się rodziną.

            Lato 1993 to jeden z tych filmów, który chce się zobaczyć ponownie i który zapada w pamięć. Olbrzymim jego atutem są grający w idealnie wyważony sposób aktorzy profesjonalnie poprowadzeni przez reżyserkę. Szczególny zachwyt wzbudzają zwłaszcza główne role dziecięce: wspomniana już Laia Artigas oraz przeurocza Paula Robles (Anna). Dziewczynki wypadły bardzo przekonująco i autentycznie, odznaczając się swobodą i dziecięcym urokiem. Film nie jest jednak zupełnie pozbawiony wad, a w jego fabule zdarzają się pewne, nieusprawiedliwione niczym luki, jak choćby kwestia śmierci matki Fridy. Mimo nielicznych potknięć narracyjnych, uważam, że film ten jest absolutnie warty obejrzenia i szczerze go polecam.

Autorstwo: Justyna Szaferska

Relacje z Wydarzeń, Strona Główna

40 lat wśród gwiazd – wystawa zdjęć Jerzego Kośnika

W ramach 22. FKE Orlen Cinergia w Galerii Fotograficznej im. Eugeniusza Hanemana (ul. Piotrkowska 102) można od 28 listopada do 11 grudnia podziwiać wystawę pt. 40  lat wśród gwiazd, której autorem jest Jerzy Kośnik, wybitny fotograf znany przede wszystkim ze swoich ikonicznych portretów gwiazd świata filmu oraz muzyki. Jej uroczysty wernisaż odbył się we wtorek o godzinie 18:30. Wtedy to, w obecności zgromadzonych licznie odwiedzających, Sławomir Grzanek i Sławomir Fijałkowski przywitali uroczyście Jerzego Kośnika. Artysta nie ukrywał zadowolenia z możliwości ponownej wizyty w Łodzi i wystawienia tu swoich zdjęć (ostatnia miała miejsce 20 lat temu!): Łódź leży u początków tego, co zrobiłem. Z dziką radością tutaj wracam. Słowa te wywołały gromkie brawa, po których zgromadzeni rozpoczęli oglądanie prac.

Wernisaż cieszył się ogromnym zainteresowaniem zarówno ze strony profesjonalnych fotografów, jak i amatorów lub przypadkowych przechodniów, którzy wchodzili do galerii przyciągani wyświetlanymi na ekranie telewizora zdjęciami. Wszędzie odbywały się ożywione rozmowy na temat sław występujących na portretach, na których można było rozpoznać m.in.: Bożenę Dykiel, Katarzynę Figurę, Krzysztofa Kieślowskiego, Annę Dymną, Jane Fondę, Jacka Nicholsona czy Davida Bowiego.  Kośnik przedstawiał genezę powstania poszczególnych zdjęć oraz udzielał informacji na temat pracy z daną gwiazdą. Na każde pytanie odpowiadał z wielkim zaangażowaniem oraz pomagał zidentyfikować niektóre postacie, jeśli oglądający mieli z tym problem. Uczestnicy wernisażu chętnie wpisywali się do pamiątkowej księgi gości oraz pozowali do zdjęć na tle znanych z czerwonego dywanu gwiazd.

Była to świetna okazja do zapoznania się z czterdziestoletnim dorobkiem twórczym oraz osobą Jerzego Kośnika. Tych, którym nie udało się do tej pory zobaczyć wystawy, zachęcamy do odwiedzenia galerii.

Autorstwo: Patrycja Fiłka

Recenzje Filmów, Strona Główna

Przedłużenie muzeum Orsay – recenzja filmu „Twój Vincent” (2017)

Twój Vincent  to  film przypominający ożywioną galerię sztuki, gdzie obrazy tworzą historię życia i śmierci Vincenta van Gogha. Animacja jest efektem pracy zespołu malarzy i polsko-brytyjskiego duetu, na którego czele stanęli Dorota Kobiela i Hugh Welchman.

Historia rozpoczyna się bójką sprowokowaną przez głównego bohatera, Armanda Roulina, który to w każdy możliwy sposób ucieka od powierzonego mu zadania – dostarczenia listu do krewnych Vincenta van Gogha. Misja ta staje się zaczątkiem niezapomnianej przygody, w czasie której Armand poznaje miejsca i ludzi związanych z żywotem malarza. Każda persona w indywidualny sposób wspomina zmarłego. Wypełnione obrazami oraz listami życie van Gogha staje się w ten sposób impresją wyłaniająca się z połączenia i zderzenia tych, często bardzo odmiennych, narracji.

Nadwrażliwość artysty oraz specyficzna osobowość, która była przyczyną jego niezrozumienia, samotności i odrzucenia. Niedocenienie i odrzucenie przez środowisko malarzy jego wielkiego talentu. Co doprowadziło do tak tragicznego finału losów Vincenta van Gogha? To pytanie stawia sobie Armand, postanawiając rozpocząć śledztwo, które doprowadzić ma do rozwiązania zagadki. Nie spodziewa się jednak, że odkrycie prawdy nie będzie prostym zadaniem…

Animacja jest dramatem odzwierciedlającym trudne życie artysty, który mimo swego geniuszu sprzedał za życia tylko jeden obraz. W filmie występuje również wątek kryminalny, który skupiony jest wokół postaci Armanda i jego prywatnego śledztwa. Wyraźnie wyszczególnione zostały dwie osie czasowe – barwna ukazująca teraźniejszość i czarno-biała, która powraca do przeszłości i losów Vincenta van Gogha.

Widz ma przed sobą nie lada wyzwanie, podobnie zresztą jak twórcy, gdyż pełnometrażowa animacja powstała w oparciu o nakręcony uprzednio film. Każda klatka filmowa została tu uchwycona i namalowana w technice postimpresjonistycznej przez blisko stu malarzy. W obrazach dominują żywe kolory oraz nietypowy styl nakładania farby, który charakteryzuje się silnymi uderzeniami pędzla. W efekcie dzieło przekazuje silny ładunek emocjonalny decydujący o tym, że „Twój Vincent” stanowi niezapomniane spotkanie z twórczością i życiem słynnego malarza.

Autorstwo: Patrycja Fiłka

Recenzje Filmów, Strona Główna

Recenzja filmu „Zgoda” (2017) Macieja Sobieszczańskiego

Wyreżyserowana przez Macieja Sobieszczańskiego Zgoda jest filmem trudnym, bolesnym, wymagającym od widza skupienia i paradoksalnie dystansu. Fabuła filmu koncentruje się na wątku ocalenia więźniarki Anny (w tej roli Zofia Wichłacz) z obozu Zgoda w Świętochłowicach na Górnym Śląsku przez dwójkę zakochanych w niej chłopaków – Franka (Julian Świeżewski) i Erwina (Jakub Gierszał). Dzieło to jest audiowizualnym komentarzem do niechlubnego epizodu polskiej historii – takich obozów było wówczas na terenie kraju ponad 200.

Podlegająca polskiemu Urzędowi Bezpieczeństwa Zgoda istniała w 1945 r.. Kierowano do niej osoby, które podejrzewane były o związki z już zwyciężonym nazizmem oraz o niechęć do nowego ustroju politycznego. Ślązak Franek zgłasza się do obozu jako ochotnik, zostając nieco później funkcjonariuszem jego milicji. Spotyka tam uwięzionego Erwina, etnicznego Niemca, z którym, oprócz miłości do Anny i wieloletniej znajomości, łączy go wspólna misja – pragnienie uratowania dziewczyny od więziennego koszmaru. Plany Franka i Erwina nie dają się jednak łatwo urzeczywistnić – znajdując się na różnych stopniach hierarchii, postacie muszą zmierzyć się z okrucieństwem terroru władz komunistycznych, przeżywając fizyczny i psychiczny ból.

Oparcie scenariusza Zgody na wiarygodnych źródłach historycznych skutkuje zawieszeniem dzieła na granicy autentyzmu i fikcji. Postacie wraz z otaczającą ich rzeczywistością są skonstruowane w niezwykle przekonywujący sposób (niektórzy bohaterowie mieli swoje prototypy), a zastosowanie zmatowiałej, wypłowiałej kolorystki tylko wrażenie realizmu wzmaga. Oprócz tego, chwyt ten dystansuje widza wobec przedstawianego na ekranie cierpienia oraz wskazuje na wypranie z emocji postaci, które doświadczyły zła przekraczającego granice ich psychicznej tolerancji.

Zgoda usiłuje w ten sposób dotrzeć do oglądających nie poprzez emocje, lecz na drodze intelektu. To bardzo ważne w przypadku dzieła, które, podobnie jak opowiadająca o zbrodniach polskich komunistów Róża Wojciecha Smarzowskiego, przytłacza widza już na poziomie podejmowanej tematyki. Warstwa dialogowa jest tu równie oszczędna, co scenografia, a natrętnie rozedrgana kamera sprzyja pogłębieniu i bez tego intensywnego efektu dystansacji. Brak audialnych i wizualnych podniet, poza towarzyszącą akcji muzyką, pozwala skupić się na wewnętrznej przemianie postaci, które dzięki zastosowanemu przy ich portretowaniu formalnemu minimalizmowi wydają się bardziej ludzkie.

W Zgodzie fikcja współtworzy z porażającymi faktami atmosferę szarości i ambiwalencji, która została już doceniona na zagranicznych przeglądach filmowych (np. nagroda za najlepszą reżyserię w Montrealu czy za najlepszy debiut na festiwalu polskich filmów w Chicago). Wykładowca szkoły Andrzeja Wajdy i łódzkiej PWSFTviT stworzył dość trudny i wymagający wysiłku umysłowego film. Nie zbliżając się do zbrodni w sposób bezpośredni, reżyser jedynie zarysowuje jej kontury oraz przygląda się granicom wytrzymałości ludzkiej emocjonalności. Z seansu Zgody wyjść jest łatwo. Z tematu filmu niekoniecznie.

Autorstwo: Ilya Tsibets

Recenzje Filmów, Strona Główna

Recenzja filmu „Ciała” (2017) Eduardo Casanovy

W swoim pełnometrażowym debiucie Eduardo Casanova, splatając ze sobą losy kilku bohaterów cierpiących na różnego rodzaju deformacje i fizyczne ułomności (między innymi pozbawionej oczu prostytutki i dziewczyny z odbytem zamiast ust), buduje pełną humoru oraz poruszającą opowieść o miłości, przekraczaniu barier i dorastaniu do szczęścia.

W każdym z napiętnowanych innością ciał bohaterów filmu Casanovy tkwi skrępowana i zbolała dusza. Dusza cierpiąca męki daleko posuniętego braku akceptacji, ostracyzmu oraz paradoksalnie – czułości. Reżyser przedstawia je w momencie  dla nich przełomowym, kiedy boleśnie się przepoczwarzają i uczą delikatności – nie tylko w relacji z innymi, ale też samym sobą.

Wszystko to odbywa się wśród pudrowego różu i liliowego fioletu, wewnątrz odizolowanej chatki oraz domu publicznego kojarzącego się z mieszkankiem dla lalek. Ten sposób organizacji warstwy wizualnej oparty na najstaranniej dopracowanych kadrach przypominać może mieszankę Wesa Andersona z Yorgosem Lanthimosem. Estetyce tej towarzyszy odważnie dobrana ścieżka dźwiękowa, na której znalazły się między innymi fragmenty L’mour z opery Carmen. W ten sposób Casanova kreuje świat pełen sprzeczności i kontrastów. Równie piękny, co przerażający. Jednocześnie niewinny i doszczętnie zepsuty.

Biorąc pod uwagę samą kwestię tego, jak trudne i ryzykowne jest stawianie pytania, czy jakakolwiek deformacja może budzić pożądanie, zachodziło bardzo duże ryzyko, że film ten okaże się najzwyczajniej nieudany. Dzięki doskonałemu wyczuciu i życzliwemu spojrzeniu na bohaterów, stało się jednak zupełnie inaczej. Ciała dają nadzieję na to, że do tematu miłości, niezależnie jak bardzo nie byłby on w swoich rozlicznych filmowych wcieleniach wyeksploatowany, można wciąż podejść od zupełnie innej strony.

Autorstwo: Zuzanna Szor

Relacje z Wydarzeń, Strona Główna

„Celuloid” w Radiu Łódź

Marek Napiórkowski oraz Adam Lesicki to duet polskich muzyków jazzowych, który w sobotni wieczór wystąpił w Radiu Łódź w ramach muzycznej części tegorocznego festiwalu poświęconej twórczości Krzysztofa Komedy.

Kilka minut po dwudziestej w studiu im. H. Debicha w Radiu Łódź rozpoczął się koncert polskich mistrzów jazzowej gitary. Marek Napiórkowski oraz Adam Lesicki podczas sobotniego występu zaprezentowali utwory ze swojego albumu „Celuloid”, idealnie wpasowując się w trwający od czwartku festiwal. W nowych aranżacjach widzowie mogli wysłuchać kompozycji takich twórców jak: Wojciech Kilar, Andrzej Korzyński czy Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz.

Polscy wirtuozi gitary z wyraźnym zaangażowaniem i entuzjazmem zaprezentowali swoje utwory publiczności. Koncert odbył się w kameralnej atmosferze, a odpowiednie światło oraz przytulne studio tylko uatrakcyjniły odbiór muzyki. Wykonawcy podczas tego wieczoru wielokrotnie nawiązywali kontakt z publicznością, opowiadając o swoich kompozycjach. Widoczne zamiłowanie do muzyki i pasja z jaką Napiórkowski oraz Lesicki zaprezentowali się przed słuchaczami sprawiły, że występ oglądało i co najważniejsze słuchało się z dużym zainteresowaniem.

Koncert Marka Napiórkowskiego oraz Artura Lesickiego był ponad godzinną okazją do snucia wspomnień i refleksji o polskim kinie, a także szansą spędzenia uroczego wieczoru z dobrą, polską muzyką jazzową.

Autorstwo: Paulina Januszewska

Recenzje Filmów, Strona Główna

Recenzja filmu „Zimowi Bracia” (2017) Hlynura Pálmasona

Fabuła filmu skupia się na dwójce braci pracujących w kopalni. Jednym z nich jest niedojrzały Emil (Elliot Crosset Hove), który mieszka w niewielkim i dosyć ubogim domu wraz ze swoim bratem Johanem (Simon Sears). Bracia postanawiają dorobić sobie na sprzedaży alkoholu domowej roboty kolegom z pracy. Jeden z nich trafia jednak do szpitala, o co obwiniony zostaje natychmiast Emil. Zepchnięty na margines przez kolegów z pracy chłopak spotyka się z agresją i przemocą z ich strony. Od swoich kłopotów i osamotnienia ucieka w świat fantazji, w którym jest żołnierzem. Spotyka się on w nim również z podkochującą się w jego bracie sąsiadką, która jest jedyną kobietą w tym surowym, zdominowanym przez mężczyzn środowisku.

Przez większość filmu jesteśmy świadkami przesiąkniętej aurą zimowego smutku monotonnej pracy w kopalni, której towarzyszy nieustający huk górniczych maszyn. Dialogi, jeśli się w ogóle pojawiają, są lakoniczne. W warstwie wizualnej filmu dominują ujęcia o ograniczonej palecie wypłowiałych barw oraz zaśnieżone krajobrazy. Kontrastują one z przedstawieniami ciemnej kopalni, w której widać jedynie światła górniczych hełmów oraz iskry kilofów uderzających o skały.

Zimowi bracia to dość prosty film o potrzebie zaspokajania najbardziej podstawowych, instynktownych popędów, takich jak miłość, seks czy akceptacja społeczna, ale także zemsta czy rywalizacja. W dziele Pálmasona na docenienie zasługuje przede wszystkim mistrzowsko uchwycona przemysłowa sceneria mroźnej północy. Towarzyszące obrazowi dźwięki natury i maszyn tworzą mieszankę idealną i decydują o realizmie filmu, który według mnie wart jest zobaczenia.

Autorstwo: Kamil Cybulski

Recenzje Filmów, Strona Główna

„Sami Blood” (2016) – filmowa lekcja historii Saamów

Sami Blood – dzieło Amandy Kernell, młodej szwedzkiej reżyserki z lapońskim pochodzeniem odsłania czarne karty historii obecnie multikulturowej i wzorcowo tolerancyjnej Szwecji.

Akcja pierwszego szwedzkiego filmu fabularnego o rdzennych mieszkańcach Laponii, Saamach, rozgrywa się w latach ‘30 zeszłego wieku. Tytułowa bohaterka, Elle-Marja (debiutancka kreacja aktorska Leny Cecillii Sparrok) jest nastoletnią Saamką marzącą o porzuceniu obozu pasterzy reniferów, zerwaniu z własnymi korzeniami etnicznymi oraz o ucieczce do dużego miasta.

Mimo swoich marzeń i ambicji, zdolna Elle-Marja nie jest mile widziana wśród Szwedów, gdyż okres jej dorastania przypada na czasy panowania w północnym królestwie idei supremacji szwedzkiego narodu. Idea ta jest niczym nazistowska filozofia rasowa – dowodem tego może być chociażby krępująca scena dokładnej eksploracji ciał Saamek (mierzenie wielkości czaszek, nosa, robienie zdjęć zmuszonym do rozebrania się dziewczynkom itd.) przez antropologów z Instytutu ds. rasowych i stwierdzenie przez nich, że Saamowie mają mniejszy mózg i zdolności intelektualne.

 Sami Blood nie jest filmem-pocztówką. Malownicze krajobrazy ziemi Saamów nie dominują w warstwie wizualnej dzieła, ale wzbogacają je tylko o koloryt. Jest to przede wszystkim film opowiadający o problemie asymilacji i integracji, który dotyczył i wciąż dotyczy wielu narodów (wspomnieć można choćby aborygeńskie „stracone pokolenia”). Amanda Kernell przypatruje się temu problemowi w interesujący sposób – główna bohaterka jej filmu próbuje zintegrować się ze szwedzkim społeczeństwem dobrowolnie i samodzielnie. Wyrywając siebie z korzeniami z tradycyjnej kultury, usiłuje ona dorównać mającym znacznie więcej możliwości (nie chodzi nawet o prawa) Szwedom. Dlaczego? Żeby po kilkudziesięciu latach, zatraciwszy swoją tożsamość etniczną, powiedzieć „przepraszam”?

Film Kernell, oprócz ukazania ucisku Saamów, podejmuje inne tematy. Lejtmotywowi towarzyszy uniwersalna tematyka dorastania oraz odkrywania własnej kultury przez pryzmat obcej (i vice versa). Nie zostały w nim pominięte również kwestie rodzinne, a dokładniej problemy związane z konfrontacją dążeń jednostki z nienaruszalną tradycją, które ściśle wiążą się ze sferą moralności.

 Moralność jest w pewnym sensie przewodnią nicią fabuły filmu. Cały czas można się bowiem zastanawiać nad etycznym wymiarem czynów Elle-Marji oraz osób, z którymi ona ma do czynienia w czasie swoich podróży. Cele bohaterki są jasne i niektóre nawet warte pochwały. Nie do końca natomiast zrozumiałe jest, jak wychowana w hermetycznej kulturze i bez braku wpływów zewnętrznych (nie licząc szwedzkiej szkoły dla dzieci Lapończyków) dziewczyna, tak szybko i zawzięcie implantuje we własne życie obcą, wręcz wrogą ideologię. Niezbyt prawdopodobna wydaje się również relacja nastoletnich Szweda i Saamki. Nieścisłości te nie przeszkadzają jednak w odbiorze filmu Kernell, który został uhonorowany na wielu festiwalach filmowych. Pokłosie starań młodej reżyserki wieńczą nagroda za najlepszy debiut reżyserski na festiwalu w Wenecji oraz główna nagroda najważniejszego skandynawskiego festiwalu filmowego w Göteborgu.

Wszystkie niedoskonałości w Sami Blood (głównie fabularne) są kompensowane świetnym wykonaniem roli Elle-Marji prez Lenę Cecillię Sparrok, czarującymi widokami Północy oraz wiedzą, której ten film dostarcza widzowi. Niewtajemniczona w rewiry szwedzkiej historii osoba może odkryć to państwo z innej, mniej znanej perspektywy. Poza tym, Sami Blood jest kolejnym filmowym dowodem na umiejętność twórców północnoeuropejskich do śmiałej autorefleksji i dość szorstkiej samokrytyki.

Autorstwo: Ilya Tsibets